Kilka słów o uważności…

Choć wszyscy pragniemy szczęścia i zadowolenia z życia, to często w zabieganej codzienności gubimy to, co rzeczywiście to szczęście może nam dać. Może nawet nie tyle gubimy, co nie zauważamy, że ono po prostu jest. Wokół nas i w nas. A może by tak zacząć mu się uważniej przyglądać?

Czym jest uważność?

Uważność jest stanem, w którym nasza uwaga skierowana jest na bycie tu i teraz. Jest stanem, w którym nie pozwalamy umysłowi na błądzenie w przeszłości lub przyszłości. Jest stanem, w którym skupiamy się na chwili obecnej z jej najdrobniejszymi szczegółami zewnątrz lub wewnątrz nas.  Bo umysł błądzący jest nieszczęśliwy. Analizowanie przeszłości lub wybieganie do przyszłości nie daje nam szczęścia. Szczęśliwy umysł skupia się na teraźniejszości, przeżywa chwilę, chłonie ją i przyjmuje ze wszystkimi jej konsekwencjami. Można powiedzieć, że nie pędzi nie wiadomo gdzie, tylko powoli, spokojnie przeżywa otaczającą rzeczywistość. Niestety ma tendencje do błądzenia i dlatego trzeba nauczyć go trwać w chwili obecnej.

Skąd się wzięła uważność? 

Pierwszy program praktyki uważnościowej został rozwinięty przez Jona Kabat-Zinna i jego współpracowników z Kliniki Redukcji Stresu w Centrum Medycznym Uniwersytetu Massachusetts w 1979 roku i nosił nazwę Program MBSR (Mindfulness Based Stress Reduction). Jon Kabat-Zinn był lekarzem, prywatnie natomiast praktykował jogę i medytację. Po latach praktyki postanowił swoimi doświadczeniami podzielić się z innymi ludźmi. Zaczerpnął z tradycji buddyjskiej i połączył ją z naukowym obiektywizmem.  W wyniku tego wraz z kolegami stworzyli program, który czerpie co prawda ze wschodnich praktyk, ale nie ma w nim nic duchowego lub tradycyjnie buddyjskiego. Program mindfulness jest programem świeckim i nie zawiera żadnego przekazu religijnego.

W 1990 roku Jon Kabat-Zinn opublikował swoją pierwszą książkę, w której opisał program MBSR i dzięki której termin mindfulness (nazwany później po polsku uważnością) zaczął docierać do coraz szerszego kręgu osób. Dziś pojawia się zarówno w badaniach naukowych, jak i programach terapetycznych, warsztatach stacjonarnych czy internetowych i zyskuje coraz większe grono zwolenników i osób praktykujących. Choć wydaje się, że buddyjskie korzenie uważności mogą być zniechęcające dla osób z chrześcijańskiego kręgu kulturowego, zwłaszcza tych, które są praktykującymi katolikami, to jednak całkowita świeckość tej praktyki rozwiewa wszelkie wątpliwości. Mało tego! Niektórzy chrześcijańscy psychologowie wiążą medytację uważnościową z medytacją chrześcijańską, która jest niczym innym jak medytacją modlitewną, czy modlitwą kontemplacyjną. Krótko mówiąc – nie ma przeciwwskazań, żeby uważność praktykowali chrześcijanie.

„Trening uważności ćwiczy nasz umysł w zatrzymywaniu się na tym, co tu i teraz.”

– Ula Stępniewska

Dlaczego warto?

Jak już wspomniałam na początku, trening uważności sprawia, że nasz umysł uczy się zatrzymywać na tym, co tu i teraz. Pomaga naszym myślom wracać z przeszłości lub przyszłości do chwili obecnej i jak najuważniej doświadczać bodźców. Po pierwsze tych zewnętrznych – pozwala dostrzegać więcej szczegółów z otaczającego nas świata. Takich, których być może wcale byśmy nie zauważyli, żyjąc mniej uważnie. Dzięki temu świat wydaje nam się bogatszy i piękniejszy. A to rodzi wdzięczność. I właściwie nic już więcej do szczęścia nie jest potrzebne. Natomiast uważność na bodźce płynące z nas, z naszego ciała, sprawia z kolei, że czujemy się spokojniejsi i szczęśliwsi, lepiej radzimy sobie z naszymi emocjami, myślami, przeżyciami wewnętrznymi, bo przyglądamy im się z uwagą i umiemy nad nimi zapanować, kiedy zajdzie taka potrzeba.

Zwiększona świadomość siebie i swoich emocji, wewnętrzny spokój, empatia i wdzięczność to tylko niektóre korzyści płynące z uważności.”

– Ula Stępniewska

Co daje uważność?

Bycie tu i teraz – tylko będąc uważnym, zatrzymując się na chwili obecnej, można dostrzec prawdziwe piękno otaczającej nas rzeczywistości, piękno ukryte najczęściej w szczegółach – we wschodzie słońca lub jego zachodzie, w śmiechu dziecka lub uśmiechu ukochanej osoby, w szumie liści lub powiewie wiatru, w otaczających nas barwach, zapachach, smakach, w spokojnej chwili dla siebie po męczącym dniu, w lekturze ulubionej książki lub kawie wypitej nieśpiesznie z ulubionego kubka.

Większą świadomość siebie – świadomość swoich emocji i myśli, umiejętność właściwego rozpoznania tego, kiedy jesteśmy szczęśliwi, kiedy smutni, a kiedy zbliża się do nas np. fala złości. Wszystkie emocje można poczuć w ciele i uważność właśnie tego uczy i na to wyczula.

Narzędzia do rozpoznawania, akceptowania i panowania nad emocjami – skoro wiemy, gdzie w naszym ciele pojawiają się poszczególne uczucia, to łatwiej nam je wcześnie zauważyć, zaakceptować, przeżyć i zrobić z nich właściwy użytek. Bo przecież są po coś! 

Większy spokój – zdecydowanie uważność daje większy spokój, taką świadomość panowania nad swoim życiem, nad swoimi emocjami, większą świadomość siebie i akceptację tego, jacy jesteśmy, jak reagujemy na różne bodźce. To dla wielu z nas może być bardzo kojące, potrzebne i owocujące spokojniejszym podejściem do wielu spraw.

Empatię – uważność w relacjach z innymi pozwala nam głębiej wsłuchać się w innych ludzi, dostrzec potrzeby, które kryją się pod ich (często trudnymi dla nas i dla nich samych) zachowaniami, pozwala zareagować w sposób spokojny i łagodny, zamiast nerwowego, pomaga zrozumieć drugiego człowieka.

Wdzięczność – kiedy dostrzegamy więcej, to za więcej jesteśmy wdzięczni, kiedy jesteśmy spokojniejsi i uważniejsi na siebie, innych i otaczający świat, to powodów do wdzięczności mamy bardzo dużo – powodów do wdzięczności mamy nieskończenie wiele! A wdzięczność to już przecież SZCZĘŚCIE!


Ula Stępniewska, żona i mama czwórki pociech, wiodąca wiejskie życie w bliskości natury. Autorka bloga wmojejnaturze.pl.pl na którym pisze o swoich sposobach na życie bez chemii, w harmonii z naturą, ze sobą i swoimi bliskimi. Szuka prostoty, harmonii i głębi.